Max Factor Marilyn Monroe lipstick

3ed2

Hello beauties! Max Factor recently launched their new lipstick range inspired by a style icon I don’t need to introduce to anybody – Marilyn Monroe. The lipsticks are available in four shades – Marilyn Ruby Red that is inspired by the star’s favourite red, Marilyn Sunset Red for warmer skin tones, Marilyn Berry for those with cooler skin tone and Marilyn Cabernet that is a beautiful burgundy shade. I was extremely happy to try the beautiful, classic red that is Marilyn Ruby Red.

The packaging is similar to other Max Factor lipsticks, it’s looks good in my opinion and it is also practical because the lid clicks nicely so there is no way the lipstick will suddenly open in a makeup bag. I love that the logo is stamped on a bullet, what a pretty little accent on a drugstore product! The lipstick smells literally like a lemon tart. Okay, maybe not exactly because the scent is a bit chemical, but nothing too bad, I actually like it.

Let’s admire how creamy this lipstick is. It is undoubtedly one of the creamiest and most moisturizing formulas I have ever tried and I absolutely love it! It just feels like a lip balm and because its so moisturizing the lips seem plumper. The pigmentation is good, it’s nowhere near MAC Ruby Woo obviously but still the colour on the lips is quite impressive. I would say the longevity of this one is medium – even though it transfers to cups, you cannot see the colour fading quickly. I would say that it needs reapplying after around 4 hours, especially if you drink something meanwhile. It disappears after having a meal.

4
Max Factor Marilyn Ruby Red swatch, unedited

It looks a bit patchy on the lip swatch but I promise it doesn’t look like this at all in real life, it’s just because the lipstick has pigments that reflect light.

face2
Max Factor Marilyn Ruby Red, unedited

I think the lipstick is definitely a hit, the shade is gorgeous and wearable even (or especially) in daytime! I absolutely love the creamy formula that just feels so comfortable on the lips, moisturizes them very well and makes them appear much fuller.  That is probably why this product isn’t extremely long lasting, but to me it’s not a problem because I can always reapply and it fades evenly. I think it’s a perfect, affordable “everyday red” that you can wear with almost anything, from casual to more elegant outfits.

The album in the first picture is “The Americans” by Robert Frank. The woman captured was a guest at a gala in the time of Hollywood’s “Golden Age”.

Have you tried these lipsticks? What do you think of the range?

[PL]
Szminka Max Factor Marilyn Ruby Red

Max Factor stworzył niedawno nową serię pomadek zainspirowaną ikoną stylu, której nie muszę chyba nikomu przedstawiać – Marilyn Monroe. Pomadki są dostępne w czterech kolorach – Marilyn Ruby Red wzorowany na ulubionej szmince gwiazdy, Marilyn Sunset Red dla osób z cieplejszą karnacją, Marilyn Berry dla osób z chłodnym odcieniem skóry i Marilyn Cabernet, który jest pięknym kolorem wina. Bardzo się ucieszyłam z prezentu, którym była dla mnie piękna pomadka w kolorze Marilyn Ruby Red.

Opakowanie jest podobne do pozostałych szminek firmy Max Factor, według mnie jest ładne i praktyczne, ponieważ skuwka mocno się trzyma, dzięki czemu nie musimy się obawiać, że opakowanie nagle otworzy nam się w torbie. Podoba mi się również logo odciśnięte na samej szmince, jest to zawsze miły akcent, szczególnie w przypadku produktu drogeryjnego. Pomadka pachnie dosłownie jak tarta cytrynowa. No, może trochę bardziej chemicznie, ale mi osobiście zapach ten się podoba.

Popodziwiajmy chwilę jak bardzo kremowa jest konsystencja tej pomadki. Jest to zdecydowanie jedna z najbardziej kremowych i nawilżających szminek, jakich kiedykolwiek używałam. Na ustach czułam takie nawilżenie, jakbym użyła balsamu do ust, dzięki temu również wydają się one większe. Pigmentacja jest również bardzo dobra, oczywiście nie można jej porównywać do MAC Ruby Woo, ale kolor na ustach i tak robi wrażenie. Trwałość szminki oceniłabym jako średnią – odbija się na kubkach, ale mimo to na ustach wygląda tak samo przez kilka godzin. Powiedziałabym, że po ok. 4 godzinach warto jest ją poprawić, szczególnie jesli pijemy coś w międzyczasie. Podczas jedzenia znika całkowicie.  

Na swatchu ust wygląda trochę nierówno, ale obiecuję, że w rzeczywistości rozprowadza się równomiernie! Efekt na zdjeciu wynika z tego, że szminka zawiera pigmenty odbijające światło, a zdjęcie było robione w bardzo jasnym świetle słonecznym.

Dla mnie pomadka ta jest zdecydowanie hitem, kolor jest przepiękny i można go nosić również w ciągu dnia. Byłam zachwycona kremową konsystencją, właściwościami nawilżającymi i efektem optycznego powiększenia ust. W związku z tymi cechami pomadka nie należy do najtrwalszych na rynku, ale dla mnie osobiście nie jest to problem, ponieważ kolor traci intensywność równomiernie i po kilku godzinach zawsze mogę ją poprawić. Jest to dla mnie idealna “codzienna czerwień” w przystępnej cenie, którą można nosić do strojów bardziej na luzie i na eleganckie wyjścia. 

Album z pierwszego zdjęcia to “The Americans” Robert Frank. Kobieta uchwycona na fotografii była gościem na gali w czasach “Złotej Ery” Hollywood.

Używałyście już pomadek z kolekcji Marilyn? Co o nich myślicie?

 

Clear out: Revlon Colorstay Moisture Stains

1ed

Hello beauties, I hope you’re all feeling great! I’ve been MIA both on the blog and my social media lately and I’m sorry for that! I faced so many difficulties last week including my phone being permanently crashed. Anyways I’m back now!

Recently I’ve done a bit of a makeup clear out and these expired Revlon Colorstay Moisture Stains definitely need to be tossed out so I just thought I will review and swatch them for you first. I’ve had them for around two years now (they were all the hype few years ago) and they have gone off unfortunately.

These “lip lacquers” were all the hype two years ago if I remember correctly. The packaging is pretty and minimalistic and the applicator has just the perfect shape for me. The shades are vibrant and diverse to cater almost any preference and all of them are named after cities or countries that I think is a great idea. What I don’t like about these is a very strong, chemical smell but fortunately it doesn’t linger on the lips (and the product doesn’t have any particular taste either).

Now let’s talk about the formula. With these, the lighter the shade the patchier and the stickier it is, I used the lightest shade that I have literally twice. The darker shades apply smoothly and evenly, although you need to work them into the lips a bit. They have glossy finish that turns to a matte stain after eating or just after a long wear. However, if you eat a full meal even the stain disappears in the middle of the lips so anyways you need to reapply. They are slightly moisturizing as promised, but of course they are not anywhere near lip balms.

I got them in the shades 020 Rio Rush, 001 India Intrigue, 040 Shanghai Sizzle and 005 Parisian Passion. Rio Rush is a very bright pink with a hint of orange and I didn’t like it at all on myself – it was patchy, sticky and brought out all the yellow undertones in my skin, very unflattering. India Intrigue is my favourite shade – it’s a toned down dark pink with a hint of purple, it compliments my dark eyes and hair really nicely and I think it would actually look amazing on Indian skin tone (hence the name, maybe?). Shanghai Sizzle is a beautiful, vibrant, warm red – I only wore it a few times because it made my teeth appear more yellow but if you don’t have this problem you may want to try this one out. The darkest shade in the collection is Parisian Passion that is a truly vampy burgundy-purple, it’s the perfect shade for those of you who like statement lips, I was complimented so many times when wearing this one. I really love most of the shades.

2
Revlon Colorstay Moisture Stains swatches, no editing

I think the colors of these are really gorgeous and unique, they look beautiful and vibrant and they photograph beautifully as well. Unfortunately I found these lip products incredibly impractical – they looked amazing right after the application but when I was wearing any of them, I had to check multiple times if the glossy finish is there, if the stain is even, or maybe it rubbed off unevenly? Not to mention that you definitely need a mirror to touch up and the product really looks bad when it rubs off even a little bit. I feel like it’s a wonderful product if you want to take pictures of your makeup but on a daily basis it’s just too much fuss for me. Eventually I stopped using these reaching either for something seriously long lasting or a lipstick that I can easily touch up.

Have you tried Revlon Colorstay Moisture Stains? What do you think of them?

 

[PL]

Byłam ostatnio nieobecna na blogu i social media – przepraszam Was za to! W ubiegłym tygodniu napotkałam same przeszkody i problemy włącznie z brakiem telefonu, ale już jestem z powrotem!

Jakiś czas temu robiłam porządki w mojej kolekcji makijażu i te przeterminowane lakiery do ust Revlon Colorstay Moisture Stains zdecydowanie muszą trafić do kosza, ale postanowiłam je najpierw zrecenzować. Kupiłam je około dwa lata temu – były wtedy bardzo popularne.

Opakowanie jest według mnie ładne i minimalistyczne, aplikator ma dla mnie idealny kształt. Kolory są bardzo wyraziste, ich gama zróżnicowana, a nazwa każdego pochodzi od miasta lub kraju, co uważam za doskonały pomysł. Wadą tych produktów jest zdecydowanie ich zapach – bardzo silny i chemiczny, ale nieutrzymujący się na ustach. Zapach produktu nie wpływa też na szczęście na jego smak – lakiery są bezsmakowe.

W przypadku lakierów Revlon zauważyłam pewną zależność – im jaśniejszy kolor tym mniej jednolity na ustach i tym bardziej lakier się klei – najjaśniejszego koloru, który mam użyłam tylko dwa razy.  Ciemniejsze odcienie aplikują się gładko i równo, chociaż i tak trzeba się trochę postarać. Lakiery mają lśniące wykończenie, które zmienia się w matowe zabarwienie ust po posiłku lub po prostu po kilku godzinach noszenia. Mimo to, ów stain łatwo wyciera się ze środka ust, na przykład po jedzeniu, więc i tak należy nałożyć produkt ponownie. Faktycznie są one lekko nawilżające, ale oczywiście nie mają nic wspólnego z balsamem do ust.

Kupiłam je w kolorach 020 Rio Rush, 001 India Intrigue, 040 Shanghai Sizzle i 005 Parisian Passion. Rio Rush to jaskrawy róż z odrobiną pomarańczu, który zdecydowanie nie współgra z moją karnacją – sprawia, że wyglądam po prostu…żółto. India Intrigue jest moim ulubionym odcieniem – jest to stonowany ciemny róż z odrobiną fioletu, podkreślający ciemne oczy i włosy. Myślę, że kolor ten szczególnie pięknie wyglądałby w połączeniu z indyjskim kolorem skóry (może stąd nazwa?). Shanghai Sizzle to piękna, wyrazista, ciepła czerwień, ale niestety użyłam jej tylko kilka razy, ponieważ sprawiała, że moje zęby wydawały się bardziej żółte. Polecam ten kolor jednak wszystkim o nieskazitelnie białych zębach. Najciemniejszym kolorem jest Parisian Passion, który jest bardzo burgundowym fioletem (jesli to ma sens) – idealny kolor dla kobiet, które lubią mocno podkreślone usta. W moim przypadku ten odcień był bardzo często komplementowany.

Kolory Colorstay Moisture Stains są według mnie naprawdę piękne, wyróżniające się i żywe. Usta pomalowane lakierami doskonale prezentują sie na zdjęciach. Niestety, dla mnie produkty te okazały się zupełnie niepraktyczne – wyglądały pięknie zaraz po nałożeniu, ale w ciągu dnia cały czas musiałam sprawdzać stan moich ust – czy lakier nie zszedł nierównomiernie, czy nadal się błyszczy, czy zabarwił całe usta czy tylko zewnętrzną część. Ponadto do poprawek zdecydowanie potrzebne jest lusterko, a gdy produkt ściera się nawet odrobinę, usta już wyglądają źle. Jest to naprawdę cudowny produkt jeśli chcemy robić zdjęcia makijażu, ale na co dzień absorbuje zbyt dużo uwagi i wymaga ciągłych poprawek. Ostatecznie przestałam używać lakierów Revlon, sięgając albo po produkty bardzo trwałe, albo takie, które można poprawić łatwo i szybko.

Używałyście lakierów Revlon Colorstay Moisture Stains? Jak się u Was sprawdziły?

MY WEIGHT LOSS STORY AND TIPS

weightloss

Hello everyone! This is the most requested post so far and one of the posts I’m most excited to write. I hope my story and tips will inspire and help those of you who are trying to lose weight. Let’s start!

STORY

I was not, ekhm, chubby always. I started putting on weight close to my 17th birthday I guess, but the weight gain wasn’t major. The real problem started after I went to university and then it just escalated. I tried different ways to lose weight but I was only gaining more and more. My lifestyle had changed and problems accumulated. I was extremely busy with the student organisation I joined as well as with my studies and many extracurricular activities. I was not able to handle the pressure and that led to compulsive eating.  In my “fattest moment” I was 60kg while being only 158cm tall. That was heavy, literally. I felt awful. I was avoiding having pictures taken or even looking people in the eyes, that’s how insecure I felt. My horrible acne only made it worse. When I hit the 60kg of weight, something in me burst and I decided it’s enough of this nightmare and I need to change. Overall, I lost 17kg and I stayed like that. Below you can find tips based on my experience.

TIPS

1. Overeating is in your head, not stomach.

I heard so many times “I’m so stressed, I need chocolate”, “I had a bad day, I need a pizza”, “Ice-cream is the best therapy”, both in real life and rom-coms where’s usually that girl eating ice-cream straight from the box and crying because of a heartbreak. Pressure gets released through compulsive eating which gives a bit of relief at the time, but at the time only, because soon afterwards there is guilt and despise. If your problem is overeating because of stress, forcing yourself not to eat if you feel like you need it to calm down can be efficient only few times. The key is to handle the stuff in your head in order not to feel like you need food to feel comforted. Unless you do that, permanent weight loss might be impossible.

2. Don’t be too rough on yourself.

Nothing comes without any effort and there are ups and downs. If you are hating on yourself for anytime you ate something you shouldn’t have and you ate it because of stress you are likely to do it again because you stress too much about that and you need to eat again to calm down. It’s a vicious cycle.

3. Find a sport that you like and enjoy exercising.

I am not a fan of gyms. Honestly, I hate gyms. When I was losing weight instead of gymming I was attending dance classes, practicing later at home and walking A LOT (and by this I mean walking fast and long distances). And that’s it. Of course, the more weight you need to loose, the tougher the exercises, but since I wasn’t obese it was enough for me to lose weight.

4. Sleep enough.

If you are sleep-deprived your body asks for more food to keep going during the day because it needs to compensate for the lack of energy. Body calls wants more food that will boost the energy quickly and that is, sugar. You snack on chocolate bars, have sweet beverages, multiple cups of coffee and so on and you gain weight without even noticing how fast it’s happening.

5. Water is to drink, juice is a dessert.

I drink only water and unsweetened tea (and I like it the most as well). Anything that you drink when you’re thirsty that contains sugar (even only fructose) is fattening, I’m sorry to say that. If you’re drinking colorful drinks, juices, or sodas on a daily basis just from cutting these from your diet you can notice a difference.  For me it wasn’t a problem because I prefer water over anything else but if you don’t like water you can add fresh apples, oranges, lemons or mint to give it some flavour. If you want to drink juice, go for a freshly squeezed one and treat it as a dessert or a snack.

6. That caramel-mocha-latte-whatnot even on skimmed milk isn’t your best friend.

Let’s take the biggest flavoured latte from a famous coffee shop – in one cup of coffee you get around 0,5 l of milk (!) and a ton of sugar, not to mention that it’s 1/4 of the calories you should consume per day (considering the average calories amount recommended for women). In a single drink. I put on so much weight just on flavoured coffee (gingerbread lattes, anyone?) ! I then switched for skimmed milk and sugarfree syrup, but it didn’t help much. Quitting flavoured coffee completely helped my to lose weight. By the way, I recently overheard two women standing in a queue in one of the chain cafes talking about how they cannot lose weight. Then each of them ordered a big cup of coffee with syrup and a piece of cake. Well, seriously?

7. Good fats are healthy.

People trying to lose weight often buy all the so called “light” products that are low in fat. These products are indeed low in fat but usually have more carbs then their regular versions. And because fat is still better then carbs, I wouldn’t bother with all the “light” stuff. Certain types of fats are also good for us, like for example Omega-3 and Omega-6 fatty acids.

8. Cut the sweets.

So obvious, yet so hard isn’t it? If it’s so hard read point 1 again. Actually, if you cut sweets from your diet (maybe not radically but significantly) you get used to not eating them and they don’t taste the same afterwards. I was going through that sugar-cleanse phase twice (once as a teen, then during the weight loss) and it was around three months. After that time, I stopped even liking most of the sweets.

9. Don’t buy unhealthy food.

If you resist the temptation at a supermarket, you won’t need to resist it all the time at home or at work knowing that there’s a lovely pack of chips waiting for you. Just don’t buy the stuff, it’s really easy. Because, let’s be honest, how likely are you going to change clothes and go out in the middle of the night to buy some snacks?  Not that much likely, I believe.

9. Try to cook your own meals.

Ready-made meals or restaurant food is usually highly processed and richer in fats (often the bad ones), carbs and calories because it’s simply tastier that way. And if it’s yummy – people will buy it again, it’s just business. If you make your own meal you can control what’s really in there as well as the size of a portion that you consume.

10. Dieting can be more harmful than good for you.

Strict diets often have something in common and that is the yo-yo effect. If you starve yourself, eventually you may lose it and get back to the old habits. Losing weight it’s not about some diet you can keep for a while to be back to fries every day. It’s about permanently changing your habits. I have some good news here: you don’t need to switch to eating kale every day. Just eat rationally, as simple as that.

11. Don’t snack.

And if you have to, go for something like nuts or fruits. By snacking often, we make our stomach used to getting something all the time so it will be harder for us to stay slim. Whenever I feel like snacking but I’m not actually hungry, for example when watching something, I make myself a cup of green, fruit or herbal tea and drink that instead.

12. Counting calories can make you fatter.

How? Let me tell you what I used to do do: I was eating an apple for breakfast, then some salad for lunch which, as I counted, was around 500 calories just so that I can eat a pack of chips and then chocolate cookies at night. In total it was 2000 calories that an average woman should consume per day. Seems legit? Theoretically, because the calories amount was within the limit. But it’s not the amount of calories that matters but where do you get them from. So I stopped counting calories and just started eating as healthily and rationally as possible. And yes, there were still some carbs that we all need and there were healthy fats. But they were coming from balanced meals instead of junk food so I lost weight easily.

Please remember that the effects don’t come immediately so don’t give up if you don’t fit into a smaller size after a week. Or a month. Just keep working.

I hope you found these tips helpful! Of course, each person is different but this is just how I lost weight – it might help you or it might not if you don’t relate to what I wrote. What I think is, the key to success is in your head and if you want to lose weight, if you are honest with yourself and if you work on your strong will then you will achieve your goal no matter what.

before and after

Sorry for the long post! I still tried to write it briefly so if you have any questions please don’t hesitate to ask me!

 

[PL] Jak schudłam? Historia i wskazówki.

To jest zdecydowanie mój najbardziej wyczekiwany post i ja też nie mogłam się doczekać jego opublikowania. Mam nadzieję, że moja historia i wskazówki zainspirują tych z Was, którzy próbują schudnąć. Zaczynamy!

HISTORIA

Nie zawsze miałam nadwagę. Przytyłam trochę w okolicach 17 urodzin, ale nie było to zbytnio znaczące. Prawdziwy problem zaczął się gdy poszłam na studia, a potem było już coraz gorzej. Próbowałam różnych sposobów żeby schudnąć, ale efekt był wręcz przeciwny.  Wraz z rozpoczęciem studiów zmienił się mój tryb życia, a problemy zaczęły narastać. Byłam bardzo zajęta próbując pogodzić studia z aktywną działalnością w organizacji studenckiej i dodatkowymi zajęciami i nie mogłam dać sobie rady ze stresem, co skutkowało jego tzw. “zajadaniem”. W moim “najgrubszym momencie” ważyłam 60kg przy wzroście 158cm. Ciężko, dosłownie. Czułam się okropnie. Unikałam zdjęć, a często nawet i patrzenia ludziom w oczy wskutek kompletnego braku pewności siebie. Zaawansowany trądzik dodatkowo pogarszał sytację. Gdy dobiłam do 60kg, jakby coś we mnie pękło i stwierdziłam, że nie może tak dalej być i muszę się zmienić. W sumie schudłam 17kg i od tego czasu am stałą wagę. Poniżej znajdziecie subiektywne wskazówki oparte na moim doświadczeniu.

WSKAZÓWKI

1. Objadanie się jest w głowie, nie w żołądku.

Tyle razy słyszałam: “Jestem tak zestresowana, potrzebuję czekolady”, “Miałam zły dzień, musze zjeść pizzę” “Lody to najlepsze lekarstwo”, zarówno w życiu jak i komediach romantycznych, których bohaterki namiętnie opłakują złamane serca jedząc lody prosto z pudełka. Niektórzy mają poczucie uwolnienia się od stresu poprzez kompulsywne jedzenie, jednak jest to tylko chwilowe, ponieważ wkrótce po takim objadaniu pojawia się poczucie winy, złość, pogarda. Jeżeli zajadasz stres, zmuszanie się do odstawienia jedzenia, mimo że czujesz, że jest Ci ono potrzebne, aby się zrelaksować, może podziałać co najwyżej kilka razy. Kluczem jest takie poradzenie sobie ze stresem czy problemami, żeby nie czuć potrzeby jedzenia w celu uspokojenia się. Słowem, bez ogarnięcia przyczyn w głowie, permanentna utrata wagi może być niemożliwa.

2. Nie bądź dla siebie zbyt surowa.

Nic nie przychodzi bez wysiłku, i zawsze pojawiają się wzloty i upadki. Jeżeli jesteś na siebie wściekła z każdym razem, gdy zjesz coś tuczącego, co zjadłaś przez stres możesz znów zdenerwować się tak, że zjesz przez to jeszcze więcej. Będąc dla siebie bardzo surowym łatwo jest popaść w błędne koło.

3. Znajdź sport, który lubisz i niech sprawia Ci on przyjemność.

Szczerze mówiąc nie jestem fanką siłowni. Tak naprawdę to ich nie znoszę. Zamiast tego chodziłam na zajęcia z tańca i bardzo dużo chodziłam (bardzo szybko i faktycznie dużo). I to tyle. Oczywiście im większa nadwaga tym cięższe ćwiczenia, ale dla mnie to wystarczyło, żeby schudnąć.

4. Wysypiaj się.

Jeżeli masz niedobory snu, Twój organizm próbuje nadrobić braki energii wołając o więcej “paliwa” czyli jedzenia. A tym, co najszybciej podnosi poziom energii jest cukier. Podjadamy wtedy czekoladę, pijemy słodkie napoje i kilka kaw i tyjemy nawet nie zauważając nawet jak szybko się to dzieje.

5. Do picia jest woda, sok to deser.

Piję tylko wodę i niesłodzoną herbatę i to są moje ulubione napoje. Cokolwiek, co pijesz i co zawiera cukier (nawet fruktozę), tuczy, przykro mi. Jeżeli codziennie pijesz kolorowe napoje, soki czy napoje gazowane, tylko przez wyłączenie ich ze swojej diety najpewniej zauważysz różnicę. Dla mnie osobiście nie był to problem, ponieważ i tak piłam głównie wodę, ale jeśli nie lubisz pić “zwykłej” wody możesz do niej ddodać świeże kawałki jabłek, cytrusów lub świeżą miętę. Jeżeli lubisz soki, lepiej wybrać te świeżo wyciskane i traktować je nie jak napój, ale raczej jak przekąskę, deser lub mały posiłek.

6. To karmelowe mocha-latte-cokolwiek nie jest Twoim najlepszym przyjacielem.

Największa smakowa latte z popularnej sieciowej kawiarni ma w sobie ok. 05,l mleka, górę cukru i 1/4 dziennego zapotrzebowania na kalorie (przeciętnej kobiety). I to wszystko znajdziesz w tylko jednym kubku kawy. Bardzo przytyłam regularnie pijąc smakowe kawy z sieciówek. W pewnym momencie przerzuciłam się na latte na syropie bezcukrowym, ale efekty nie były zbyt duże. W końcu przestałam pić kawę, zmieniając ją na zieloną herbatę, co pomogło mi schudnąć. Przy okazji, niedawno usłyszałam rozmowę dwóch kobiet stojących przede mną w kolejce do kasy w kawiarni, które narzekały, że nie mogą schudnąć i tylko tyją. Po czym zamówiły każda po dużej kawie z syropem i po kawałku ciasta. Serio?

7. Dobre tłuszcze są zdrowe.

Wiele osób odchudzających się często sięga po produkty o obniżonej zawartości tłuszczu. Produkty te najczęściej zawierają jednak więcej węglowodanów niż ich regularne wersje. A jeżeli mamy wybierać między tymi dwoma to tłuszcze jednak są lepsze, więc nie zwracałabym uwagi na wszystko co jest “light”. Ponadto określone tłuszcze są dla nas dobre, jak na przykład kwasy tłuszczowe Omega-3 i Omega-6.

8. Nie jedz słodyczy.

To takie oczywiste, ale takie trudne, prawda? Jeżeli wydaje się to tak bardzo trudne, wróć do punktu 1 😉 Tak naprawdę, po rezygnacji ze słodyczy po pewnym czasie przestają już one tak bardzo smakować. Przechodziłam dwie takie fazy niejedzenia słodyczy (jedną w okresie nastoletnim, jedną przy ostatniej utracie wagi) i każda trwała ok. 3 miesiące. Po tym czasie nie czuję potrzeby ich jedzenia, a jeżeli nawet mam ochotę na coś słodkiego to i tak tylko w małych ilościach, ponieważ więcej mi nie smakuje.

9. Nie kupuj niezdrowej żywności.

Jeżeli raz oprzesz się pokusie zakupu w sklepie, nie będziesz musiała ciągle się jej opierać w domu czy w pracy, wiedząc że gdzieś blisko czeka na Ciebie paczka chipsów czy tabliczka czekolady. Po prostu wystarczy takich rzeczy nie kupować. Bądźmy szczerzy, jaka jest szansa, że specjalnie wyjdziesz z domu w środku nocy w poszukiwaniu czekolady? Niewielka, tak myślę. Szczególnie w obecne mrozy 😉

9. Postaraj się gotować samemu.

Gotowe posiłki lub jedzenie serwowane w restauracjach są często bardziej przetworzone i zawierające więcej tłuszczu, węglowodanów i kalorii, ponieważ dzięki temu są smaczniejsze. A jeżeli coś jest tak smaczne – klienci ponownie kupią produkt lub wrócą do restauracji, co w biznesie się liczy. Gotując samemu możesz kontrolować, co dokładnie jest w Twoim posiłku i jaką porcję chcesz zjesć.

10. Diety mogą przynieść więcej szkody niż pożytku.

Po surowej diecie łatwo jest o efekt yo-yo. Jeżeli praktycznie się głodzisz, szansa, że w końcu nie wytrzymasz i wrócisz do dawnych nawyków żywieniowych jest spora. Chudnięcie nie polega na przejściu na dietę-cud i powrocie do frytek codziennie po osiągnięciu docelowej wagi. Polega ono na trwałej zmianie nawyków żywieniowych. Dobra wiadomość: to nie znaczy, że musisz jeść jarmuż do końca życia, racjonalne odżywianie wystarczy.

11. Unikaj przekąsek.

A jeżeli już koniecznie musisz coś przegryźć, wybierz owoce lub orzechy. Nieustannie podjadając przyzwyczajamy żołądek do przyjmowania pokarmu prawie non-stop, więc trudno jest go potem odzwyczaić. Gdy czuję, że mam ochotę na jakąś przekąskę, ale tak naprawde nie jestem głodna (np. gdy oglądam film lub czytam), robię sobię dobrą smakową herbatę.

12. Liczenie kalorii może obrócić się przeciwko Tobie.

Jak? Opowiem na swoim przykładzie: potrafiłam zjeść jabłko na śniadanie, małą sałatkę na lunch (powiedzmy ~500kcal) tylko po to, żeby wieczorem zjeść paczkę chipsów, a następnie ciastek czekoladowych. W sumie, rekomendowana dzienna porcja kalorii – 2000. Zgadza się? Niby tak, ale nie tyle liczy się ilość kalorii, co ich źródło. Przestałam obsesyjnie liczyć kalorie i przerzuciłam się na racjonalne odżywianie. W moich posiłkach sa węglowodany i tłuszcze, ale pochodzą one ze zdrowych zbilansowanych posiłków, a nie śmieciowego jedzenia, więc schudłam łatwo i bezboleśnie.

Proszę, pamiętajcie, że efekty nigdy nie są natychmiastowe, więc nie poddawajcie się, gdy nadal będziecie nosić ten sam rozmiar po tygodniu lub po miesiącu. 

Mam nadzieję, że mój post był dla Was pomocny. Oczywiście każda osoba jest inna, ja opisuję tylko to, co mi osobiście pomogło schudnąć – może Wam to pomóc lub nie. Uważam, że klucz do sukcesu leży przede wszystkim “w głowie” i jeśli naprawdę chcesz schudnąć, jesteś ze sobą szczera(-y) i pracujsz nad swoją silną wolą, osiągniesz swój cel. 

Przepraszam za tak długi post! Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, proszę, pytajcie!

2015 BEAUTY FAVOURITES

2

Hello everyone, how were your holidays? Since 2015 is already behind us it’s high time for the favourites! These are the items that I loved, discovered or used the most in 2015, I tried not to write about my all-time faves, especially because you know most of them already!

In the beginning I just wanted to thank everyone who has been here with me last year, this blog has been undoubtedly the highlight of the 2015 for me. WordPress’ blogging community is simply amazing and I am extremely happy to be a part of it ❤ Thank you to all my readers and blogging friends, you made my year. I’m really excited about what 2016 will bring to us!

3

Last year’s favourites are mainly makeup ones – I haven’t loved that many skincare products the past year.

1. Estee Lauder Double Wear foundation.

This was my holy grail foundation in spring and summer when my skin gets really oily. At the time it  was just making my skin look flawless. Funnily enough, it felt really light in hot weather – just because it kept the skin dry and matte.I also love that it’s full coverage so it hides all of my acne scars. I was using it almost everyday for half a year, now I switch to different products because it’s too drying for winter.

2. Bare Minerals Complexion Rescue tinted hydrating gel cream in 02 Vanilla.

I bought this tinted moisturizer in autumn and to be honest, I rarely use anything else on my face since then. It makes the skin look healthy and perfectly even without looking like you’re wearing makeup. It feels very light and hydrating as well. The coverage is surprisingly good for a tinted cream and SPF 30 is an additional benefit. My skin is oily/combination so I use a mattifying moisturiser underneath and my Bourjois powder on top. As an ingredients freak, I also appreciate that this products is actually non-comedogenic and good for the skin.

3. Real Techniques Miracle Complexion sponge.

I already wrote a separate post about this sponge compared to a Beauty Blender so I’m not going to ramble too much. It completely changed my makeup routine, making the foundation look ten times better. I actually prefer it over the original Beauty Blender.

4. Rimmel Lasting Finish concealer in 02 Ivory.

Thanks to this little guy I can wear my tinted moisturizer without showing around my acne scarring. It gives great coverage hiding all the imperfections and stays put for a decent amount of time. What I love the most is that, unlike any other concealer I’ve tried, this one doesn’t break me out.

5. Bourjois Healthy Balance powder in 52 Vanille.

Another drugstore item in my faves is the Bourjois powder that I also wrote about before. It doesn’t feel heavy or look cakey but it still mattifies the skin perfectly and gives a hint of additional coverage. I love it so much I think I committed to it (almost) fully now.

6. Sephora Contouring 101 Face Palette.

I have been looking for an affordable contouring palette for a really long time because I just cannot find the right shades – the “bronzers” are either too light to show, too orange or too grey. Then I found this one and I just couldn’t be happier. I use all of the shades except the pinky highlight. The only thing I could complain about is the longevity that could be better, but still it’s very good.

7. Benefit Gimme Brow in Medium/Deep.

My brows are naturally thick so I don’t need to actually draw them but this product comes in handy when I want them to stay put nicely and thicken them a little bit. It’s extremely long-lasting and the effect it gives is very natural.

8. Too Faced Chocolate Bar palette.

If I would have to choose only one palette to use for the rest of my life, it would be this one. I love the colours, blendability, the fact that the shadows stay put no matter how long I wear them and also that they don’t irritate my eyes even the tiniest little bit. The chocolate-vanilla scent is amazing too. Can’t go wrong with this one!

9. MAC All fired up lipstick.

This vivid fuchsia-red matte shade is simply beautiful. It is more appropriate for spring and summer, but I still I found myself reaching for this lipstick all year round. It lasts a long time on the lips but it is also drying so I prefer to use a sheer lip liner underneath. It compliments dark eyes and hair nicely and because it’s more of a cool tone, teeth appear whiter 😉

10. Chanel Rouge Coco lipstick in 31 Cambon.

I actually bought this lipstick long time ago but I truly discovered it last year when I realized I should probably throw it out soon. I also stopped shying away from red lipsticks and this one was my go-to – the shade is really gorgeous and at the same time very wearable even during the day with casual outfits. When this one expires, I will definitely need another Chanel red in my collection. I love the moisturizing formula, the hint of shimmer while still being very classy and the rosy scent.

4

When it comes to my skincare favourites I have only four but all of them worked amazingly for me.

1. Cetaphil EM Micellar emulsion.

This cleanser had a truly great effect on my skin. It’s so gentle for the skin but at the same time it cleans it properly. My skin feels soothed and smooth afterwards and I do not get that tight feeling I have after foamy cleansers. Combined with a few other products and meds it helped me get rid of acne – overdrying cleansers used to break me out.

2.  Clinique Anti-blemish Solutions All-over clearing treatment.

Even though Clinique claims it’s a step 3/3 from this skincare line, to me it’s not a moisturizer, it’s an exfoliating treatment. A treatment that really works. I apply it on my T-zone in the morning to mattify it, reduce the size of pores, first clear and now prevent breakouts and fade the scarring. It’s one of the few anti-acne skincare products I’ve used that actually lives up to all expectations and claims. I apply a moisturizer over it because it is indeed exfoliating but also drying. I just must say it broke me out a bit after I first started using it long time ago but this phase was short and now I’m amazed by the effects. I guess it was a clearing process.

3. Origins Clear Improvement Active charcoal mask.

A wonderful mask that helps to clear pores without drying or irritating the skin. Nothing more to say, I just love it.

4. Origins Drink-Up Intensive Overnight mask.

This one rescues my skin whenever it feels dehydrated or when I need an extra hydration before wearing heavy makeup on a big event. It’s just as if you got new skin in a few hours. Moreover it doesn’t show on the skin at all so you don’t need to be scared that your significant other will wake up next to you and run away.

So here are my beauty faves of the 2015! What were your favourite products last year? Leave me a comment or a link!

[PL]

Ulubieńcy roku 2015

Jak Wam minęły Święta? Skoro rok 2015 jest już za nami, przyszedł najwyższy czas na ulubieńców! Są to produkty, które uwielbiałam, odkryłam lub często używałam w 2015 roku, nie umieszczam kosmetyków, których używam od lat, też dlatego, że o większości z nich już czytaliście!

Na początku chciałabym podziękować wszystkim, którzy tutaj ze mną byli w zeszłym roku, blog zdecydowanie był dla mnie najlepszą rzeczą minionego roku. Społeczność blogerów WordPress jest niesamowita i niezmiernie się cieszę, że mogę być jej częścią! ❤ Dziękuję czytelnikom i znajomym-blogerom, you made my year. Nie mogę się doczekać co nam przyniesie 2016!

Ulubieńcami minionego roku są głównie produkty do makijażu – nie byłam oczarowana zbyt wieloma produktami do pielęgnacji w zeszłym roku.

1. Podkład Estee Lauder Double Wear.

To był mój ulubieniec wiosny i lata, gdy moja skóra staje się tłusta. Dzięki temu podkładowi moja skóra wyglądała nieskazitelnie od rana do wieczora. Paradokalnie, wydawał się lekki na skórze, dzięki temu, że utrzymywał ją suchą i matową. Podkład daje pełne krycie, dzięki czemu ukrywa moje blizny potrądzikowe. Obecnie sięgam po inne podkłady, ponieważ ten zimą działa zbyt wysuszająco.

2. Krem koloryzujący Bare Minerals Complexion Rescue tinted hydrating gel cream 02 Vanilla.

Kupiłam ten krem jesienią i szczerze mówiąc od tego czasu rzadko używam czegokolwiek innego. Nadaje on cerze zdrowy wygląd, idealnie wyrównuje jej koloryt, a przy tym wygląda bardzo naturalnie – tak, jakby nie miało się żadnego makijażu. Jest bardzo lekki i nawilżający, a krycie jest zaskakująco dobre. Filtr SPF 30 jest dodatkowym atutem. Moja cera jest tłusta/mieszana, więc pod ten produkt nakładam matujący krem, a na koniec pudruję twarz. Z recji, że mam bzika na punkcie skłądników musze stwierdzić, że krem ten jest faktycznie niekomedogenny i dobry dla cery.

3. Gąbka Real Techniques Miracle Complexion.

Napisałam już post porównawczy gąbki z Real Techniques i Beauty Blendera, więc nie będę się zbytnio rozpisywać. Aplikator ten totalnie zmienił mój makijaż tak, że wygląda on 10 razy lepiej niż nałożony palcami. Wolę gąbkę RT od oryginalnego Beauty Blendera.

4. Korektor Rimmel Lasting Finish 02 Ivory.

Dzięki temu maleństwu mogę swobodnie używać mojego kremu koloryzującego bez obawy pokazywania wszem i wobec blizn potrądzikowych. Doskonale ukrywa wszelkie niedoskonałości i ma dobrą trwałość. Najbardziej podoba mi się to, że nie powoduje u mnie wypryskow, w przeciwieństwie do innych korektorów, których próbowałam.

5. Puder Bourjois Healthy Balance 52 Vanille.

Kolejnym ulubieńcem z drogerii jest puder z Bourjois, o którym również pisałam oddzielny post. Nie jest ciężki na skórze i nie daje efektu ciasta, przy tym świetnie matując i dodając odrobinę krycia. Naprawdę go uwielbiam i póki co będe mu (prawie) zupełnie wierna.

6. Sephora Contouring 101 Face Palette.

Bardzo długo szukałam właściwej palety do konturowania, która nie będzie oszałamiająco droga, ponieważ zawsze mam problem z doborem kolorów – brązy sa albo zbyt jasne, zbyt pomarańczowe lub zbyt szare. W końcu udało mi się znaleźć tę paletę, co bardzo mnie ucieszyło. Używam wszystkich kolorów oprócz różowego rozświetlacza. Mogę jedynie ponarzekać na trwałość, ale i tak nie jest ona zła.

7. Benefit Gimme Brow Medium/Deep.

Moje brwi sa naturalnie gęste, więc nie musze ich sobie domalowywać, ale taki produkt do brwi jest bardzo przydatny gdy chcę je trochę podkreślić, lekko zagęścić i utrwalić. Bardzo długo utrzymuje się na brwiach, a efekt jest bardzo naturalny.

8. Paleta cieni Too Faced Chocolate Bar.

Jeśli musiałabym wybrać tylko jedną paletę, której miałabym używać do końca życia byłaby to ta. Kolory są piękne, a cienie świetnie się rozcierają, trzymają się na powiekach w stanie nienaruszonym i ani trochę nie podrażniają moich oczu. Uwielbiam też czekoladowo-waniliowy zapach.

9. Pomadka MAC All fired up.

Ta żywa fuksjowa, matowa czerwień jest po prostu piękna. Bardziej nadaje się na lato lub wiosnę, ale używałam jej niezależnie od pory roku. Jest bardzo trwała, ale przez to też wysusza usta, więc pod nią używam przezroczystej konturówki. Bardzo ładnie podkreśla ciemne oczy i włosy i dzięki temu, że jest to chłodny odcień zęby wydają się bielsze 😉

10. Pomadka Chanel Rouge Coco 31 Cambon.

Kupiłam tę szminkę już dawno temu, ale naprawdę często zaczęłam jej używać w tym roku, gdy zorientowałam się, że niedługo będzie sie nadawała do wyrzucenia. Ponadto przestałam obawiać się czerwieni na ustach i właśnie po tę czerwoną szminkę sięgałam najczęściej – odcień jest naprawdę śliczny i do tego nadaje się na dzień i na wieczór, do eleganckich strojów i tych bardziej na luzie. Gdy będę zmuszona wyrzucić tę, na pewno w mojej kolekcji znów zagości jakaś czerwień Chanel. Bardzo odpowiada mi nawilżająca formuła, odrobina połysku i różany zapach.

W przypadku pielęgnacji w tym roku mam jedynie czterech ulubieńców:

1. Emulsja micelarna Cetaphil EM.

Ten żel do mycia twarzy znacząco poprawił stan mojej skóry. Jest bardzo delikatny, a przy tym dobrze oczyszcza skórę. Działa kojąco i wygładzająco, a po umyciu cera nie jest ściągnięta. W połączeniu z innymi produktami i lekami pomógł mi pozbyć się trądziku – wysuszające, pieniące się żele do mycia twarzy potęgowały u mnie problem wyprysków.

2.  Clinique Anti-blemish Solutions All-over clearing treatment.

Mimo że Clinique twierdzi, że jest to krok 3 z 3 w pielęgnacji cery trądzikowej, dla mnie nie jest to krem, tylko złuszczająca kuracja, która naprawde działa. Używam jej tylko rano w strefie T, żeby zmatowić cerę, zmniejszyć pory, najpierw pozbyć się, a potem zapobiegać wypryskom i rozjaśniać przebarwienia. Jest to jeden z bardzo niewielu produktów na trądzik, które faktycznie spełniają wszystkie założenia i oczekiwania. Na ten produkt nakładam krem nawilżający, ponieważ jak to kuracja złuszczająca – produkt z Clinique wysusza.  Na początku stosowania na mojej twarzy pojawiło się trochę nowych wyprysków, ale traktuję to jako efekt oczyszczający – faza trwała krótko, a teraz jestem zachwycona efektami.

3. Maseczka Origins Clear Improvement Active charcoal.

Po prostu doskonała maseczka oczyszczająca pory bez podrażniania skóry. Nie mam nic więcej do powiedzenia, jest świetna.

4. Maseczka Origins Drink-Up Intensive Overnight.

Ta maseczka ratuje moją skórę, gdy ta jest odwodniona lub gdy potrzebuje dodatkowego nawilżenia przed ciężkim makijażem na większe wyjście. Działa tak, jakbyśmy dostały w kilka godzin nową skórę. Ponadto nie widać jej na twarzy, więc nie musimy się obawiać, że nasza druga połówka obudzi się obok nas przerażona i ucieknie (jest to maseczka na noc).

To już koniec moich ulubieńców 2015! Jakie były Wasze ulubione produkty w zeszłym roku?